Linx Gaia pierwszy waporyzator z kwarcową komorą grzewczą [Recenzja]

Waporyzator Linx Gaia

Linx, firma znana do tej pory z bardzo udanych waporyzatorów dedykowanych do koncentratów i wosków, postanowiła rozwinąć wachlarz swoich produktów o kompaktowy waporyzator dedykowany do suszu. Linx Gaia, bo o tym modelu mowa, to innowacyjne urządzenie, o niebagatelnym wyglądzie, które jako pierwsze na świecie może pochwalić się komorą grzewczą wykonaną z kwarcu. Sprawdźmy więc na co stać to cacko!



Zawartość Zestawu

Muszę przyznać, że w porównaniu do konkurencji, zestaw oferowany do modelu Gaia wypada raczej blado. Zostaliśmy już rozpieszczeni przez producentów, którzy przyzwyczaili nas do rozbudowanych zestawów akcesoriów, z których korzystamy często, rzadko lub w ogóle. Linx niejako przełamuje ten trend. Tylko czy do końca świadomie?

W skład zestawu wchodzą:

  • Waporyzator Linx Gaia
  • Metalowa, magnetyczna nakładka na ustnik
  • Metalowa szpatułka (ukryta w obudowie waporyzatora)
  • Szczoteczka służąca do czyszczenia urządzenia
  • Kabel USB służący do ładowania (z funkcją ładowania smartfonów)





Doznania

Z dużą ciekawością podszedłem do testów tego waporyzatora. Wiele obiecywałem sobie w kwestii smaku po nowym typie komory i szklanym ustniku. O ile przy niższych temperaturach smak pary waporyzacyjnej jest naprawdę pełen aromatu, to przy wyższym ustawieniu tracimy walory smakowe, a sama para potrafi delikatnie podrażnić gardło oraz płuca. Efekt ten jest powiązany ze stosunkowo krótką ścieżką pary, przez co zanim dostanie się ona do naszych płuc, ma niewiele czasu na ostygnięcie. Jeżeli chodzi o gęstość pary, to przy niższych temperaturach jest ledwo zauważalna. Jeżeli podkręcimy temperaturę na “piecu”, to uda nam się wyciągnąć soczystą chmurę, choć do urządzeń typu Mighty, Linx Gaia nie ma co stawać w szranki. Ogólne wrażenia z sesji umieściłbym gdzieś delikatnie ponad przeciętną.




Użytkowanie Linx Gaia

Korzystanie z Linx Gaia to czysta przyjemność. Rozwiązania zastosowane w tym modelu są przemyślane i zdecydowanie przypadły mi do gustu. Z obsługą waporyzatora za pomocą 3 przycisków i wyświetlacza OLED poradziłby sobie nawet pięciolatek. Waporyzator leży idealnie w dłoni. Krawędzie obudowy naturalnie układają się w ręce. Bardzo spodobał mi się patent ze szpatułką chowaną w podstawie obudowy i magnetyczna osłona ustnika. Lejek służący do ładowania komory grzewczej działa prawidłowo. Po odkręceniu ustnika, przy pomocy wspomnianego lejka ładujemy komorę grzewczą zmielonym suszem (jeżeli chcesz wykorzystać w pełni komorę kwarcową, polecam użycie drobno zmielonego suszu). Należy uważać, aby nie przeładować komory, co może skutkować zmniejszoną ilością produkowanej pary. Następnie nakręcamy ustnik na korpus waporyzatora. Aby uruchomić urządzenie należy pięciokrotnie, szybko nacisnąć przycisk zasilania i za pomocą przycisków “plus” i “minus’ wybieramy temperaturę, od której chcemy zacząć naszą sesję. Następnie należy przytrzymać przez sekundę przycisk zasilania, co spowoduje nagrzewanie się pieca. Komora grzewcza jest łatwa do czyszczenia, tak samo sam ustnik.

Zakres Temperatur w waporyzatorze Linx Gaia

Linx Gaia oferuje precyzyjne ustawienie temperatury. Oznacza to, że jesteśmy w stanie dobrać preferowaną temperaturę sesji z dokładnością do jednego stopnia Celsjusza. Maksymalne ustawienie to 220 stopni, co daje dosyć szerokie spektrum użytkowania. Zwolennicy aromatu będą oscylować w zakresie 180-200 stopni, a maniacy wielkich obłoków będą pewnie poruszać się w zakresie 200+ stopni Celsjusza. Ja oczywiście polecam odrobinę poeksperymentować, aby znaleźć swoje optymalne ustawienie. Gaia nagrzewa się w około 20 sekund, w zależności od wybranej temperatury, co jest przyzwoitym wynikiem wśród przenośnych waporyzatorów.



Jakość Wykonania

Produkty firmy Linx wykonane są z dbałością o detale, co daje się odczuć już od momentu otwarcia opakowania. Urządzenie swoim wyglądem zachęca wręcz do skorzystania. Mamy tu do czynienia z małym dziełem sztuki. Ale nie chodzi tylko o wygląd. Wszystkie elementy są do siebie dokładnie dopasowane. Przyciski reagują prawidłowo, do tego komponują się z kompozycją całej obudowy, wykonanej z efektownego, szczotkowanego aluminium. Chromowane dodatki i czytelny wyświetlacz dopełniają całości. Ustnik to już prawie flagowy element firmy Linx i znamy go z wszystkich dotychczasowych produktów tej firmy. Nie wpływa na zapach i smak naszych chmurek, a do tego estetycznie wygląda.

Sama komora grzewcza, jak już wcześniej wspominałem, wykonana z kwarcu budzi jednak małe obawy. Kwarc nie jest tak wytrzymałym materiałem jak ceramika lub metal i pytaniem jest jak się zachowa w przypadku silniejszego uderzenia lub upadku z wysokości. Wiadomo, że tego typu usterki nie są objęte gwarancją. Jest to więc jednostka, której nie możemy zakwalifikować do miana “kuloodpornych”.


Bateria

Za zasilanie testowanej jednostki, odpowiada wbudowana bateria o pojemności 2200 mAh, co pozwala na około 5-7 sesji, w zależności od wybranej temperatury. Pełne naładowanie baterii za pomocą dołączonego kabla MicroUSB zajmuje około trzech do czterech godzin. Jest to dobry wynik w swojej klasie. Miłą niespodzianką byłoby zastosowanie wymiennej baterii. Pozostaje liczyć na to, że konstruktorzy z firmy Linx uwzględnią ten pomysł przy projektowaniu kolejnego modelu.



Dyskrecja

Dzięki swoim niewielkim rozmiarom i wyglądowi przypominającemu Powerbank, Linx Gaię można zaliczyć do urządzeń bardzo dyskretnych. Czas potrzebny do osiągnięcia żądanej temperatury też gra na naszą korzyść. Szybka sesja z tym urządzeniem to żaden problem. Magnetyczna zatyczka ustnika sprzyja odizolowaniu zapachów po sesji. Urządzenie dobrze układa się w kieszeni. Transport w ten sposób nie stanowi przeszkód. Szybkie przeładowanie komory przy odrobinie wprawy jest proste do zrobienia.



Podsumowanie

Linx Gaia to świetnej jakości waporyzator o niebanalnym wyglądzie. Z najważniejszych zalet należy wymienić szybki czas nagrzewania oraz zastosowane wysokiej jakości komponenty, w tym kwarcową komorę grzewczą. Jeżeli chodzi o słabe strony tego urządzenia, to mógłbym wymienić brak wymiennej baterii i główkę chowanej szpatułki, która czasami okazuje się trudna do złapania. Pomijając te cechy, waporyzator jest łatwy w transporcie i oferuje przyzwoity czas pracy na jednym cyklu baterii. Obsługa nie sprawi problemu nawet nowicjuszowi waporyzacji, a jakość produkowanej pary jest na wysokim poziomie. Nie jest to urządzenie, które zrewolucjonizuje rynek waporyzacji, ale na pewno znajdzie swoją grupę odbiorców.




Nie wszystko jasne?


Jeśli powyższy artykuł nie wyjaśnił wszystkich wątpliwości, zachęcamy do kontaktu z naszymi specjalistami, którzy chętnie odpowiedzą na wszystkie pytania


Komentarze ()

Produkt dodany do listy życzeń
Produkt dodany do porównania

Ta strona używa plików cookies w celach analitycznych
zapoznaj się z polityką prywatności.